Napisali o nas

Gazeta Wyborcza Trójmiasto
"Festiwalowy fenomen gdyńskiej Globaltiki

Festiwal Globaltica to prawdziwy fenomen. Pod wieloma względami. Tegoroczna edycja była na to znakomitym dowodem.

Oglądając już któryś z kolei raz trzydniowe święto muzyki world w Gdyni, porównując je na dodatek z festiwalami rockowymi, byłem zafascynowany fenomenem tej imprezy. Składa się na niego kilka składników, wśród których ważne miejsce zajmują: atmosfera tej imprezy i miejsce, w którym się ona od kilku lat odbywa.
Globaltica to festiwal familijny, relaksacyjny, wyluzowany pod wieloma względami - to bardzo różni tą imprezę od wielu innych, podobnych. Muzyka jest oczywiście jego ważnym elementem, ale jednocześnie - elementem jednym z wielu. Wiele osób przychodzi na koncerty także po to, żeby posiedzieć na kocu na trawie, porozmawiać ze znajomymi, pozwolić się spokojnie bawić na powietrzu swoim kilkuletnim dzieciom. Dla wielu uczestników magnesem jest też oferta kramów, które stają nieopodal sceny - można tam kupić wyroby rękodzieła artystycznego o etnicznym charakterze, przysmaki regionalnej kuchni (w tym roku królowały np. afrykańskie ciastka), czy po prostu porozmawiać z pasjonatami i znawcami egzotycznych kultur.

Ten przyjazny klimat bierze się z m.in. stąd, że na tym festiwalu nikt się nigdzie nie śpieszy, nie ma tu nerwowej atmosfery. Tu nie trzeba biegać spod jednej sceny pod drugą, bo zaraz zaczyna się tam jakiś inny koncert. Tu jest jedna scena, na której zespoły mają okazję zaprezentować się w pełnej krasie, czasem przez długi czas. To zresztą momentami nieco mściło się na organizatorach i trochę krzywdziło zespoły grające na końcu poszczególnych dni - w sobotę Kubańczycy z Afro Cuban All Stars, ze względu na długie, kończące się bisami, występy poprzednich zespołów, wyszli na scenę tak późno, że spora część widzów opuszczała już festiwalowy teren, tracąc tym samym zdecydowanie najciekawszy koncert festiwalu.

Sporą rolę w tworzeniu takiego klimatu imprezy ma miejsce, w którym odbywa się Globaltica. Malowniczy park Kolibki natury leży przecież w samym sercu miasta i stanowi znakomitą, bardzo skuteczną ucieczkę od jego gwaru i hałasu.

Osiągnięciem organizatorów jest przyciągnięcie na festiwal dużej grupy publiczności i do tego bardzo zróżnicowanej: obok nastolatków z irokezami i dreadami na głowach, na festiwalu zgodnie bawiły się np. pary przytulonych uroczo do siebie sześćdziesięciolatków czy młodzi ludzie sukcesu z kilkuletnimi dziećmi w wózkach.

I do tego jak bawiły! Publiczność na Globaltice wie po co przychodzi do Kolibek - żeby wyszaleć się przez cały wieczór, wyskakać przy najróżniejszych rytmach, wybawić lepiej niż na jakiejkolwiek klubowej imprezie. Muzycy muszą być zachwyceni, kiedy widzowie, którzy słuchają ich przecież zwykle po raz pierwszy, ruszają do tańca od samego początku koncertu, śpiewają refreny, dają się wciągać w różne, inspirowane przez członków poszczególnych zespołów, zabawy. A potem długo klaszczą i wywołują swoich świeżo upieczonych faworytów na bisy.

To wiąże się bezpośrednio z jeszcze jedną ważną rzeczą, związaną z tym festiwalem - organizatorom udało się już zbudować sobie taki autorytet wśród publiczności, że im ufa.

Nawet jeśli do Gdyni nie przyjeżdżają gwiazdy pierwszej wielkości, wykonawcy znani i promowani w mediach, widzowie mogą być pewni, że na scenie staną zespoły, gwarantujące znakomitą zabawę. Co więcej - nie działa tu nawet słynny efekt inżyniera Mamonia, który opiera się na tym, że widzowi podoba się to, co już zna. Na Globaltikę do Gdyni przyjeżdżają często zespołu zupełnie nieznane, wykonawcy anonimowi, którzy bez dwóch zdań, od pierwszych minut swoich koncertów, aż do ostatnich taktów ostatnich bisów, nie tylko podobają się, ale wręcz zachwycają i oczarowują publiczność. To sytuacja, która organizatorom bardzo ułatwia zadanie - mają znacznie większą swobodę w kształtowaniu programu imprezy niż ci, którzy zajmują się planowaniem wielu, zwłaszcza nowo powstających, festiwali rockowych i okołorockowych - w ich przypadku liczą się bowiem wielkie nazwy, sława i pozycja na rynku headlinerów i innych festiwalowych wykonawców. Jeśli nie spełnią oni - zwykle dość wysokich - oczekiwań publiczności, może się ona odwrócić od danej imprezy i wybrać zupełnie inną.

Globaltice to zdecydowanie nie grozi. Wystarczyło choćby rzucić okiem na entuzjazm publiczności, która bawiła się przez trzy wieczory ostatniego weekendu w Gdyni, żeby mieć pewność, że za rok wróci ona na Kolibki i będzie się bawić równie dobrze. Choćby nawet nie słyszała występujących na scenie wykonawców nigdy wcześniej. I że znów pod sceną panować będzie zupełnie niezwykła, familijna atmosfera. Na Globaltice bowiem po prostu tak jest. Każdego roku.

Przemysław Gulda


Treść artykułu zamieściliśmy zgodnie z zwartą umową o udzielenie licencji niewyłącznej.

ikona