Najszczęśliwsi Polacy mieszkają w Gdyni. Tak wynika z badań ekspertów „Diagnoza społeczna 2011" pod kierownictwem profesora Janusza Czaplińskiego. O tym piszą Magdalena Grzebałkowska i Dorota Karaś w reportażu „Dumne śledzie", który ukazał się 3 listopada 2011 r. w Gazecie Wyborczej.„- Prawie wszyscy czują się stąd, bo to miasto wchłania ludzi. Przyjeżdżasz tu i od razu stajesz się gdynianinem." - mówi Kazimierz Małkowski, 78 - letni przewodnik.„Sasza Reznikow, aktor, lat 26: - Zauważyłem kiedyś, że gdynianie przyklejają do swoich samochodów nalepki z napisem „Gdynia. Moje miasto". Ja nie mam auta ani nawet prawa jazdy. Po co mi, skoro po Gdyni tak dobrze jeździ się rowerem? Ale poszedłem do urzędu miasta i kupiłem dwie takie naklejki. Okleiłem ramę roweru. Niech wszyscy widzą, że czuję się dumny z miejsca, gdzie mieszkam. Tu nawet po wynikach wyborów samorządowych widać, że ludzie są szczęśliwi. Prezydent miasta Wojciech Szczurek rządzi już czwartą kadencję. Ostatnio głosowało na niego 87 procent gdynian."„Magdalena Biegańska, była tancerka, dziś niepełnosprawna, lat 30: -Gdynię od Gdańska dzieli dziewięć schodków. Wiodą do gdańskiego magistratu. Miesiąc temu próbowałam je pokonać. Była przy nich platforma dla niepełnosprawnych, ale zepsuta. Kręciłam się zrozpaczona. W końcu wnieśli mnie ochroniarze. Upokarzające doświadczenie. W Gdyni nie ma już prawie takich barier. Dojadę wózkiem na plażę, dostanę się na plac zabaw pod same drabinki, odprowadzę dziecko do szatni w szkole, osobnym wejściem wjadę pod samą scenę na Open'erze."„Przemysław Anusiewicz, reżyser, lat 37: - Gdynia jest dla mnie Doliną Krzemową Polski. Chcemy zbudować tutaj najlepsze na świecie studio filmów animowanych, gier komputerowych, aplikacji do telefonów komórkowych, naszym celem są następne Oscary. W tym mieście nikogo to nie dziwi, wyciąga się do nas rękę, jesteśmy traktowani jak partnerzy, nie petenci. Studio w stoczni pomogła nam znaleźć Teresa Kamińska, prezes Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Leszek Kopeć, szef Gdyńskiej Szkoły Filmowej, która powstała z inicjatywy prezydenta miasta, udostępnił nam pomieszczenia na biuro. Gdynia pozwala nam uruchomić przy tej szkole wydział animacji lalkowej i klasycznej.Urodziłem się w Gdańsku, mieszkam w Sopocie, ale czuję się mentalnie gdynianinem. Wymarzyłem sobie, żeby ściągnąć tutaj polską filię wytwórni BreakThru Films, laureata Oscara za film animowany „Piotruś i wilk". I udało się, bo szef wytwórni Hugh Welchman ze swoją żoną Dorotą Kobielą też zakochali się w Gdyni."„Anita, fryzjerka, lat 29: - Najpierw o gdynian ach myślałam, że to nudne śledzie. Bo ja jestem z dumnego Gdańska. Ale mieszkam w Gdyni już siedem lat i sama stałam się śledziem. I to dumnym śledziem. Dumna jestem choćby z tego, że nasze miasto funduje wszystkim 14-latkom darmową szczepionkę przeciwko rakowi szyjki macicy."„Właścicielka komisu z odzieżą dziecięcą: - Mieszkam na samym krańcu miasta, w Babich Dołach, tam, gdzie się odbywa festiwal Open'er. Daleko od centrum? Może. Ale nie zamieniłabym się za nic w świecie. Mam kilka kroków do morza, ścieżki rowerowe, a do miasta zjeżdżam autobusem w 20 minut. U nas, w Gdyni, kultura dla dzieci jest wysoka. Starsza córka była już z klasą na musicalu „Shrek" w Teatrze Muzycznym, z młodszą idziemy niedługo, mamy już kupione bilety. Jak tak pomyślę, to nie chciałabym mieszkać w innym mieście."„Hanna, emerytka, 70 lat: - Zgadzam się z Żeromskim, że Gdynia to zachwycające połączenie wody, wzgórz i lasów. Pisał o tym w „Wietrze od morza", mieszkał tu przecież przez jakiś czas. Dziwią się panie, że tak z pamięci cytuję? Tu każdy wie, jak Gdynia powstała w miejscu wioski, zna nazwiska Eugeniusza Kwiatkowskiego, pomysłodawcy budowy portu i miasta, czy Antoniego Abrahama, kaszubskiego działacza społecznego."„Radosław Tyślewicz, radny dzielnicy Działki Leśne, lat 35: Nie chciałbym mieszkać nigdzie indziej. Bo tutaj człowiekowi władze nie przeszkadzają żyć. w Gdyni radni dzielnic działają społecznie, nie dostają za to pieniędzy, więc są to ludzie, którym naprawdę chce się coś zrobić. Gdynianin nie usłyszy od władz: „Dajcie mi spokój, jestem na stołku, trzymam się go, żeby nie spaść, i nie mam już na nic czasu". Urzędnik w gdyńskim magistracie nie powie „nie, bo nie" nawet na najdziwniejszy pomysł. Każe przynieść projekt i go rozważy. Dzięki temu odbywają się u nas Gdyńskie Dni Designu, to dlatego tutaj ludzie z głębi kraju organizują festiwale podróżnicze „Kolosy", z tej przyczyny od kilku lat prowadzę środkiem morza stu chętnych w Marszu Śledzia mielizną Zatoki Puckiej. Niedawno pojawiło się stowarzyszenie, które chciało penetrować podziemia w Gdyni. Idę o zakład, że w innych miastach by ich pogonili, a w Gdyni poproszono ich o dokumentację i już działają." Opublikowano: 03.11.2011 00:00 Autor: Sylwia Szumielewicz - Tobiasz (s.szumielewicz@gdynia.pl)