Napisali o nas

Gazeta Wyborcza Moja Gdynia
"Ostra niewydolność Funduszu"

Według pomorskiego NFZ decyzję o zaniechaniu finansowania oddziału kardiologicznego Szpitala Morskiego PCK podjął komputer. Decyzja to dramatyczna dla pacjentów i lekceważąca opinię lekarzy

Nie znam kompetencji władz oddziału NFZ, nie mi je oceniać. Ale ktoś przecież ustalał zasady konkursu na usługi kardiologiczne, ktoś wprowadzając dane do komputera, ważył "za i przeciw", konsultował - mam nadzieję - z ekspertami, uwzględnił strategię zdrowotną województwa i miał po prostu dobre rozeznanie w materii. No i zasada podstawowa - kto podejmuje decyzję - musi brać za nią odpowiedzialność, z wszelkimi konsekwencjami, gdy popełni błąd.


Prezydent mówi - nie

A że taki został popełniony, nikt z osób mających rozeznanie w tej sprawie nie ma wątpliwości. Prezydent Wojciech Szczurek w poczuciu troski o bezpieczeństwo zdrowotne mieszkańców Gdyni domaga się unieważnienia przeprowadzonego konkursu. Zdeterminowany, dramatycznie apeluje do premiera, ministra zdrowia, i bezwzględnie trzeba go wspierać, w dobrze rozumianym interesie społecznym. Dlatego mieszkańcy podpisują społeczne listy. Zdumiewa reakcja NFZ.

- Uważam, że nie popełniliśmy błędów podczas konkursu na kardiologię i nie widzę powodu, by się tłumaczyć z podjętych decyzji - mówi dyrektor Barbara Kawińska.

- O tym, kto i ile dostanie, decydował konkurs ofert. W tym roku oferty pierwszy raz oceniał specjalny program komputerowy. By uniknąć podejrzeń, że kogoś faworyzujemy - tłumaczy Mariusz Szymański, rzecznik pomorskiego NFZ.

Skąd NFZ ma program komputerowy, którym się "wyręczył" i zasłania, kto go pisał i pod jakie kryteria? Ponadto NFZ posługując się rachunkiem ekonomicznym powinno liczyć wszystkie koszty, także te - ile będzie kosztować likwidacja oddziału. Nie zapominając o kosztach społecznych. Trzeba więc jasno powiedzieć - konkurs został źle przygotowany i fatalnie przeprowadzony, bez obowiązkowych konsultacji eksperckich i uwzględnienia zapisów strategii "Zdrowie dla Pomorzan", definiującej system opieki kardiologicznej. Są błędy, które można naprawić i to jest właśnie taki błąd.


Szpital jest nasz

W tej całej sprawie jest jeszcze jeden aspekt, o którym warto przypomnieć, szczególnie młodszym decydentom - od premiera poprzez ministrów do samorządowców. Historia powstania Szpitala Morskiego PCK w Redłowie, zarówno ta dawna, jak i najnowsza, dotycząca oddziału kardiologicznego, jest związana z niesłychanym zaangażowaniem gdyńskiej społeczności lokalnej.

Szpital budowano od podstaw, natychmiast po przekazaniu w 1957 r. przedwojennych koszar wojskowych miastu przez dowództwo Marynarki Wojennej. Potrzeba budowy drugiego szpitala w Gdyni była ogromna - Szpital Miejski w 1957 r. odmówił ośmiu tysiącom pacjentów przyjęcia do leczenia z powodu braku miejsc.

Rok później decyzja o budowie szpitala w Redłowie mogła być już cofnięta, lecz znaczne zaawansowanie przebudowy, wynikające z ofiarności i zaangażowania społeczeństwa gdyńskiego, oddaliło realną rewindykację ze strony kwatermistrzostwa MON. Zbiórki społeczne przeprowadzone wśród marynarzy, portowców, rybaków dalekomorskich, stoczniowców i związkowców przyspieszyły jego budowę. Nazwa Szpital Morski im. PCK to hołd złożony wymienionym środowiskom oraz Polskiemu Czerwonemu Krzyżowi, pomagającemu na wszystkich etapach budowy.

Po pięciu latach budowy prowadzonej w niezwykłym tempie i w spartańskich warunkach, w 1962 r. szpital miał 591 łóżek w 11 oddziałach, czyli znacznie więcej niż zakładano (413), a koszt budowy jednego łóżka wyniósł 111 tys. zł (wraz z wartością budynków). Była to dużo bardziej efektywna budowa niż wszystkie inne podobne w kraju - dwukrotnie szybsza i dwukrotnie tańsza.


Serca sercom pomagają

Przebudowa i modernizacja oddziału kardiologicznego to historia ostatnich lat. W 1997 r. z inicjatywy ordynatora dr. Michała Szpajera przy jego oddziale powstało Gdyńskie Stowarzyszenie Promocji Zdrowia "Serca Sercom", którego jestem jednym z członków założycieli. Zaprojektowałem logo stowarzyszenia, na którym symbol serca jest wielką sakiewką, do której wpadają drobne serduszka. O to właśnie w tej idei chodzi - żebyśmy wszyscy sobie wzajemnie pomagali, bo każdy z nas może prędzej czy później tej pomocy też potrzebować. Michałowi Szpajerowi udała się rzecz niezwykła - nie tylko stworzył świetny zespół specjalistów kardiologów, ale zdobył serca i zaufanie licznych wspierających jego szlachetną ideę podniesienia standardów leczenia i opieki kardiologicznej. Szpital uzyskał poważne środki publiczne z miasta na modernizacje Internistycznej Izby Przyjęć, Urząd Marszałkowski dołożył na sprzęt i wyposażenie. Jeszcze większe pieniądze pozyskało Stowarzyszenie "Serca Sercom" od sponsorów prywatnych i firm, którym zależało, by Gdynia miała zintegrowany system opieki nad chorymi. To wielki, osobisty sukces ordynatora kardiologii i szefa stowarzyszenia, który wykazał się niezwykłymi talentami organizacyjnymi i menedżerskimi. Może to niektórych zabolało?


Oddział bez przyszłości?

Zgodnie z założeniami programu "Zdrowie dla Pomorzan" na lata 2005-2013 Szpital Morski stworzył ośrodek kompleksowej diagnostyki i leczenia niewydolności serca. Dzięki temu wszystkie dostępne możliwości leczenia (pełna diagnostyka, terapia i opieka ambulatoryjna nad chorym) skupione są w jednym miejscu. Gdyńskie Stowarzyszenie Promocji Zdrowia "Serca Sercom" w latach 2003-2010 przeznaczyło na tę inwestycję łącznie kwotę 2,5 mln zł. Dzięki temu oraz środkom z Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego, Miasta Gdyni oraz dotacji Ministerstwa Zdrowia udało się etapami wyremontować oddział, wybudować łącznik i gruntownie zmodernizować pomieszczenia na parterze i I piętrze przychodni kardiologicznej. Uroczyste otwarcie zmodernizowanych i przebudowanych części Szpitala Morskiego im. PCK w Redłowie odbyło się 13 maja 2010 r.

Obecnie oddział kardiologiczny przyjmuje rocznie ponad 2 tys. osób, m.in. po zabiegach udrażniania tętnic (wykonanych w innych lecznicach), by-passach, z nadciśnieniem, a przede wszystkim z niewydolnością krążenia. Kilka lat temu rozważano tu zbudowanie pracowni kardiologii inwazyjnej. Ale w strategii "Zdrowie dla Pomorzan", przyjętej przez władze województwa, zapisano, że powstanie tylko jedna nowa - w Szpitalu Miejskim w Gdyni. - Łatwość dostępu do tych pracowni spowodowała, że większej liczbie chorych udaje się uratować życie, ale jednocześnie pojawiło się więcej chorych z niewydolnością krążenia, która często jest skutkiem zawału. Postanowiliśmy się skupić na ich leczeniu - mówi dr Michał Szpajer. Ta przemyślana decyzja została zignorowana przez nieprzemyślany program komputerowy NFZ, który podwójnie promuje prywatne pracownie kardiologii inwazyjnej. Mnożą się więc w szybkim tempie i oferują zabiegi udrażniania tętnic chorych z zawałem, bo NFZ dobrze za nie płaci i nie narzuca limitów.


Piszę ten artykuł w środę, a ukaże się w sobotę. Mam nadzieję, że wtedy będzie już wszystko wyjaśnione i naprawione. Jak się dowiaduję, podobna sytuacja jest w szpitalach krakowskich. Gdynia i Pomorze często bywają wzorem dla innych w rozwiązywaniu trudnych problemów, niech i teraz tak będzie.


Sławomir Kitowski

Treść artykułu zamieściliśmy zgodnie z zawartą umową o udzielenie licencji niewyłącznej.

ikona