W Gdyni już teraz rady dzielnic dostają kilka razy więcej pieniędzy niż w Gdańsku. A wszystko wskazuje na to, że w kolejnych latach ta różnica będzie rosłaW ostatnich tygodniach pisaliśmy o niezwykłej mobilizacji gdańszczan, którzy organizowali się, by doprowadzić do powołania rad osiedli i dzielnic. Przez kilka tygodni społecznicy, walcząc z mrozem i czasem, zbierali podpisy wśród mieszkańców. Udało im się - 8 maja w Gdańsku odbędą się wybory do 14 nowych rad osiedli i dzielnic. Do tej pory rady funkcjonowały jedynie w13.Tymczasem w Gdyni wybory do rad dzielnic odbędą się już 23 marca, tyle że tam żadnej wyjątkowej mobilizacji mieszkańców ostatnio nie było. - Bo nasz system funkcjonowania rad dzielnic budujemy już od prawie 20 lat - mówi Michał Guć, wiceprezydent Gdyni. - Każda dzielnica ma swoją radę i to już od bardzo dawna. Można wręcz powiedzieć, że nasze rady dzielnicowe mają swoją tradycję, okrzepły, dojrzały. Oczywiście przechodziliśmy okres pewnej frustracji ze strony społeczników. Mówili nam: „mamy tyle pomysłów na poprawę życia mieszkańców, a miasto nie daje nam pieniędzy". Wkrótce będą się zastanawiać, na co pieniądze wydać. Gdański i gdyński system funkcjonowania rad dzielnic różni się w kilku zasadniczych punktach. Po pierwsze, w Gdańsku przy wyborach zawsze obowiązywał próg frekwencyjny, by były one ważne - 10, 8, a obecnie 5 procent. w Gdyni nigdy takiego progu nie było. - Bo po co. Skoro nie ma go przy innych wyborach, to dlaczego społecznicy mają być traktowani inaczej niż politycy? - pyta Mariusz Szpaczyński, pełnomocnik prezydenta Gdyni ds. wyborów.Z powodu progu frekwencyjnego w Gdańsku kilka razy wybory do rad dzielnic okazały się nieważne. w Gdyni frekwencja była coraz wyższa. 27 marca do rad dzielnic kandydować tam będzie 511 osób, o prawie 100 więcej niż cztery lata temu.Po drugie w Gdyni wszyscy radni dzielnicy pracują za darmo. w Gdańsku diety dostaje przewodniczący zarządu osiedla (600zł miesięcznie), jego zastępca (300zł) oraz przewodniczący rady osiedla (300zł). W ub. roku Gdańsk na same diety wydał ponad 187 tys. zł. Ale choć gdyńscy społecznicy za swoją pracę nie dostają pieniędzy, to mają z niej większą satysfakcję. Dysponują bowiem dużo większymi środkami na konkretne dzielnicowe projekty. w Gdańsku poza pieniędzmi na funkcjonowanie rad (diety,biura), otrzymują one jeszcze dotacje - 4zł na każdego mieszkańca dzielnicy rocznie. w Gdyni stawka ta jest prawie dwa razy wyższa - 7,5 zł na mieszkańca. Jak to wygląda w budżetach obu miast? Gdańsk w ub. roku 13 radom osiedli przekazał łącznie blisko 300 tys. zł na dzielnicowe projekty, Gdynia swoim 22 radom dzielnicy - 1,8 mln zł! To pieniądze, które społecznicy wydali głównie na tzw. miękkie projekty - imprezy kulturalne, sportowe, festyny rodzinne. w Gdyni z tych pieniędzy rady dzielnic dofinansowują jeszcze lokalne biblioteki, komisariaty policji albo wysyłają dzieci na wakacje. Gdańskich rad często już na to nie stać.Na tym nie koniec. w Gdyni od tego roku rady dzielnic dodatkowo dostawać będą pieniądze na „projekty twarde" - remonty ulic, renowacje budynków, parków itp. W tym i przyszłym roku będzie to milion złotych, a od 2013 - 9 mln zł rocznie. - Do tej pory o tym, na jakie remonty wydać te dziewięć milionów, decydowali radni miejscy, teraz będą to robić radni dzielnicowi - mówi Michał Guć. - Pieniądze podzielą według wielkości dzielnic i potrzeb. Jedna dzielnica będzie więc mogła otrzymać nawet milion złotych. Będziemy zwiększać tę pulę w miarę możliwości finansowych miasta. W przyszłości radni miejscy już nie będą więc mogli powiedzieć wyborcom: załatwiłem wam remont ulicy.Maciej SandeckiTreść artykułu zamieściliśmy zgodnie z zawartą umową o udzielenie licencji niewyłącznej. Opublikowano: 02.03.2011 00:00 Autor: Sylwia Szumielewicz - Tobiasz (s.szumielewicz@gdynia.pl)