W niedzielę 27 marca gdynianie wybierali radnych dzielnic. Zagłosowało 18.095 osób na 197.746 uprawnionych, czyli 9,15%. O tym, jak ważny jest każdy głos, można się było przekonać w 7 dzielnicach, gdzie kilku kandydatów uzyskało taką samą liczbę głosów, a o wyborze na radnego decydowało losowanie. O wyborach pisze Ksenia Pisera w artykule „W części dzielnic potrzebne było losowanie radnych", który 29 marca br. ukazał się w Polsce Dzienniku Bałtyckim.„Głosował prawie co dziesiąty mieszkaniec Gdyni - frekwencja wyniosła 9,15 procent. Z około 200 tys. osób uprawnionych do głosowania do urn poszło ponad 18 tys. To o prawie dwa procent więcej niż podczas poprzednich wyborów dzielnicowych, które odbyły się cztery lata temu.„Lokale wyborcze zamknięto równo o godz. 20, jednak w siedmiu dzielnicach wybory zakończyły się później - niezbędna była dogrywka, a dokładniej dodatkowe losowanie. Po kilku kandydatów bowiem zgromadziło tę samą liczbę głosów. Tak było w Babich Dołach, Oksywiu, Chyloni, Pustkach Cisowskich Demptowie, Orłowie, Małym Kacku i Wielkim Kacku.Nowe zarządy mają wszystkie 22 gdyńskie dzielnice. W każdej z rad zasiądą także zupełnie nowe osoby.- Patrząc w skali całego miasta, do rad dzielnic dostało się dużo młodych osób - mówi Michał Bełbot, radny z Wielkiego Kacka. - Dobrze, że mieszkańcy dostrzegli ich potencjał."„Mariusz Szpaczyński, naczelnik Wydziału Organizacyjnego Urzędu Miasta Gdyni: - Tegoroczną frekwencję można uznać za postęp.Dobrze, że w tym roku do urn poszło więcej gdynian, ale przy tym wkładzie pracy to wciąż mało.Liczyliśmy na co najmniej 10-proc. Martwi mnie to, że przed wyborami kandydaci nie wykazali zainteresowania mieszkańcami. Mieli możliwości bezpłatnej kampanii, ale niewielu z niej skorzystało. Mam nadzieję, że wyborcy wiedzieli, na kogo głosują." Opublikowano: 30.03.2011 00:00 Autor: Sylwia Szumielewicz - Tobiasz (s.szumielewicz@gdynia.pl)