Archiwum

Lato w mieście dla zwierząt…

  byłoby rzeczywiście bardzo trudne , a czasami wręcz niebezpieczne, gdyby nie szybka  pomoc i fachowość strażników z ekopatrolu Straży Miejskiej.
Dodać trzeba, że mieszkańcy Gdyni z wrażliwością i troską reagują na krzywdę naszych braci mniejszych, bo telefonują natychmiast, gdy dzieje się coś złego, ponad 90% interwencji strażników zaczyna się od sygnału od zaniepokojonych ludzi.
             Dzisiaj krótko po północy anonimowy rozmówca   powiadomił o małym dziku, który opuszczony i być może ranny błąkał się w okolicach ul. Witomińskiej. Po przybyciu na miejsce strażnicy podprowadzili zwierzę do matki, która czekała z małymi w pewnej odległości od skrzyżowania z ul. Kielecką. Zwierzę  nie miało obrażeń, ale było wyraźnie przestraszone i zdezorientowane.
            Kilka dni później  inny warchlak zwrócił uwagę strażników- ten z kolei wykazał się brawurą i przedsiębiorczością przeszukując śmietniki przy ul.  Swarzewskiej w poszukiwaniu jedzenia, w tym celu oddalił się od stada, w pojedynkę myszkując w poszukiwaniu smakołyków.
            Natomiast wczoraj w południe do budynku Straży Miejskiej na gdyńskim Grabówku pracujący nieopodal robotnicy przynieśli kormorana, który znienacka pojawił się na budowie. Ptak, na początku przestraszony i niespokojny, rychło odzyskał rezon, usadowił się w klatce i został zawieziony na konsultację weterynaryjną.
           W ostatnich kilku tygodniach strażnicy z ekopatrolu mają pełne ręce roboty, ze względu na  „urodzaj" różnorakich zwierząt i ptaków, które znalazły się w potrzebie, co znalazło swój wyraz w charakterystycznych  określeniach: mówią o dniach i tygodniach „kocich", „psich" czy też „ptasich".
           Na przykład ten tydzień jest „psi": zgłoszenia o wałęsających się, bezpańskich zwierzętach, lub informacje o właścicielach czworonogów, którzy nie radzą sobie z obowiązkami wobec podopiecznych: trzymają je przy budach na krótkich łańcuchach bez jedzenia i picia, pozostawiają na skwarze na balkonach bez kropli wody czy też  ze względu na podeszły wiek zwyczajnie nie dają sobie rady z opieką nad zwierzęciem.
           W ubiegłym tygodniu dzięki interwencji naszego strażnika schronisko w Ciapkowie wyposażyło właścicieli pięcioosobowej psiej rodziny w smycze i kagańce. Teraz  psia familia może spokojnie spacerować wyposażona w nakazane prawem środki bezpieczeństwa, na co wcześniej  ze względów finansowych nie było stać jej właścicieli.
             Wcześniejszy  tydzień zdominowały ptaki, głównie mewy i gołębie, które ucząc się latać wpadały na budynki czy inne zabudowania i wymagały interwencji weterynaryjnej. W ubiegły piątek ok. 22.00 młoda mewa zahaczyła lecąc o liny trakcji autobusowej, spadła na jezdnię i tak ze złamanym skrzydłem czekała na ratunek. Dobrze, że wówczas na Chyloni był niewielki ruch, bo mewia przygoda mogłaby  nie mieć tak pogodnego finału. Codziennie strażnicy odwozili do lecznicy po trzy, cztery chore ptaki.
          Jednak największą  ptasią furorę zrobiła sroka z Karwin, którą strażnicy uratowali z szybu wentylacyjnego budynku, do którego nieszczęśliwie  wpadła przelatując nad osiedlem.
             Z kolei „koci" tydzień obfitował w zdarzenia dramatyczne, gdy pięcioro młodych kociąt wzywało pomocy w śmietniku na śródmieściu, inne strażnicy znajdowali zgłodniałe, ranne pod maskami samochodów, na podwórkach i ulicach.
             Wszystkie te zwierzęta znalazły ratunek i szansę na adopcję w schronisku w Ciapkowie, którego pracownicy z wielkim sercem i życzliwością podchodzą do swoich podopiecznych.
Od początku maja do teraz strażnicy interweniowali blisko 900 razy w przypadkach rannych, chorych, potrzebujących opieki zwierząt i ptaków.

sroka
sroka
kormoran
dzik