Uwaga! Od maja łagodniejsze zasady bezpieczeństwa związane z pandemią koronawirusa  Uwaga! Od maja łagodniejsze zasady bezpieczeństwa związane z pandemią koronawirusa 
DLA MIESZKAŃCÓW

Buszujący w lesie

Pilotażowy obszar bushcraftu w Nadleśnictwie Gdańsk. Fot. Witold Ciechanowicz

Pilotażowy obszar bushcraftu w Nadleśnictwie Gdańsk. Fot. Witold Ciechanowicz

28.11.2020 r.

Podróże ograniczone, hotele dla turystów niedostępne, zamknięte instytucje kultury i galerie handlowe, dystans między ludźmi. Pozostają bliskie wyjazdy i natura. W pandemii wzrosło zainteresowanie aktywnością w lesie, również tą bardziej ekstremalną, jak bushcraft.

Nowa pandemiczna rzeczywistość, w jakiej przyszło nam żyć od dziewięciu miesięcy, wymusiła na nas wiele zmian, również w sposobach spędzania wolnego czasu – ludzie na nowo odkrywają uroki natury – wycieczki piesze, rowerowe, biwaki.

Bushcraft to stosunkowo nowe słowo przeszczepione z języka angielskiego do polskiego, ale określające zjawisko stare jak świat – biwakowanie na dziko w lesie. W dosłownym tłumaczeniu to zbitka angielskich słów bush – krzak i craft – rzemiosło. Kiedyś w Polsce na tę aktywność mówiło się „puszczaństwo” lub „pionierka”, jak pamiętają harcerze. A to nic innego, jak buszowanie w lesie, również nocą.

To hobby popularne nie tylko latem, bushcrafterzy śpią w lesie przez okrągły rok. Dla wielu - im zimniej, tym lepiej. Niektórzy śpią tradycyjnie - w namiotach, dla innych prawdziwy bushcraft to nocleg w hamaku lub na gałęziach z iglaków i macie pod tarpem, czyli płachtą biwakową. Jedni gotują na ogniu rozpalonym krzesiwem, inni na kuchence gazowej odpalonej zapalniczką. Nie chodzi o przetrwanie, jak w surwiwalu, ma być wygodnie i bezpiecznie, by wrócić z wyprawy do domu i obowiązków zrelaksowanym, nie straumatyzowanym. Wszystkich "buszmenów" łączy jedno – zew natury.

- Zawsze mnie ciągnęło do lasu i aktywności. Chodzi o kontakt z naturą, wysiłek fizyczny, spotkanie z kolegami. Biwakowanie zawsze się wiązało z wędrówką. Mamy od lat taki system, że wyruszamy w sobotę rano do lasu i ruszamy na szlak. Cały dzień wędrówki zakończony noclegiem. Pierwszy wypad był 10 lat temu w styczniu do Mirachowa, fajna aura - śnieg po kolana, więc mimo ciężkich warunków taką na maksa zajawkę wtedy chwyciłem – mówi Sławek Rompski, czterdziestolatek z gdyńskiego Pogórza, specjalista od układania światłowodów i fotograf.

Bushcraftowa ekipa Sławka liczy ponad 10 zapaleńców, wszyscy z Gdyni, tylko jeden z Sopotu. Na wypady wyrusza zazwyczaj 4 – 7 z nich. Część wędruje, inni jadą na rowerach. Spotykają się w zaplanowanym miejscu biwaku. Kiedyś buszowali 5 - 7 razy w roku, ale kiedy 4 lata temu Sławkowi urodził się pierwszy syn, liczba wypadów do lasu zmalała o połowę. W sumie było ich około 50. Teraz częściej Sławek buszuje po lesie za dnia z dwoma synkami.

Podczas leśnych eskapad połowa gdyńskiej ekipy śpi w namiotach, połowa w hamakach. Wieczorami pichcą na ogniu lub kuchence gazowej, nic wyszukanego, preferują minimalizm. Rano gotują kawę i ruszają w drogę powrotną. Najdłuższy dystans, jaki przeszli jednego dnia, to 40 km w śniegu. Najniższa temperatura noclegu -18 stopni.

Zimą ważne są ciepłe, puchowe śpiwory, ale brak drogiego sprzętu nie wyklucza.

Bushcraftowe wypady Sławka Rompskiego. Fot. Sławek Rompski
Bushcraftowe wypady Sławka Rompskiego. Fot. Sławek Rompski

- Ostatni wypad mieliśmy 11 listopada. Ci co nie mieli grubych śpiworów, wzięli po dwa cieńsze, starego typu i też dali radę. Najważniejsze są chęci, by wyruszyć na szlak. A drugą sprawą jest dobór trasy z atrakcyjnymi walorami. Przez zamknięte w niedziele centra handlowe obserwujemy większe natężenie ruchu spacerowego w lasach. No i pandemia wypchnęła ludzi do lasu. Jak był zakaz spotykania się, to była to jedyna opcja wyjścia i aktywności. Jadąc pociągiem do lasu też widujemy inne ekipy ze sprzętem biwakowym – opowiada Sławek Rompski.


Nocleg na legalu

Wzrost popularności bushcraftu w Polsce można zaobserwować już od kilku lat. Dlatego Lasy Państwowe wprowadziły rok temu program pilotażowy i wyznaczyły w całym kraju 41 obszarów o łącznej powierzchni 65 tys. hektarów, na których miłośnicy leśnych noclegów mogą oddawać się swojej pasji legalnie. Należy bowiem pamiętać, że zgodnie z prawem biwakować w lasach, zarówno państwowych jak i prywatnych, można tylko w miejscach do tego wyznaczonych.

Program pilotażowy, który jest sprawdzianem z kultury biwakowania, został wprowadzony w ramach trwającego od 20 lat projektu Leśne Kompleksy Promocyjne (LKP), na których testuje się różne nowe pomysły. „W ramach LKP leśnicy promują zrównoważoną gospodarkę leśną, wspierają badania naukowe i prowadzą edukację leśną społeczeństwa. To rodzima idea promowania ekologicznego leśnictwa. Jedynym odpowiednikiem w Europie jest szwedzka koncepcja lasu modelowego, a poza Europą – podobna, nieco wcześniejsza inicjatywa kanadyjska.” - czytamy na stronie Lasów Państwowych.

Program pilotażowy bushcraftu miał trwać do końca listopada, ale został przedłużony do końca stycznia 2021. O jego szczegółach możemy przeczytać i obejrzeć film na stronie lasy.gov.pl

- Testujemy program, żeby iść w stronę Skandynawii, gdzie leśne biwaki są trochę bardziej dopuszczone niż u nas. Na koniec będzie spotkanie online koordynatorów i podsumowanie pilotażu, teraz zbieramy ankiety od leśniczych. Wydaje mi się, że ciężko będzie projekt zamknąć. Nasi leśniczy nie zaobserwowali większych negatywnych zjawisk. Zgłaszali trochę zostawionych w lesie śmieci, czy nocne hałasy, ale generalnie nie mają złych uwag – mówi Witold Ciechanowicz, koordynator obszaru w Nadleśnictwie Gdańsk i potwierdza obserwacje Sławka Rompskiego o wzmożonej w roku pandemii aktywności leśnej Polaków. Takich tłumów w kniejach nie pamiętają najstarsi leśniczy.

Noc w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym

Obszar oddany dla bushcrafterów przez Nadleśnictwo Gdańsk obejmuje ponad 1500 hektarów na terenie trzech leśnictw – Wyspowo, Marianowo i Biała w gminie Wejherowo.

- Chcieliśmy obszar bushcraftu odsunąć trochę od aglomeracji, bo jego idea z XIX wieku jest taka, by spędzać czas w bardziej dzikim terenie, bliżej przyrody i natury. To bardzo ciekawy teren, urokliwy zespół stawów zrobionych jako projekt małej retencji na strumieniu Cedron, niesamowite pagórki. Sam też jestem turystycznie aktywny od lat, jestem harcerzem.  Spakowałem więc raz plecak, wziąłem hamak i tarp i pojechałem kolejką z Gdyni, gdzie mieszkam, do stacji Rumia. Stamtąd przeszedłem jednym z turystycznych szlaków do Młynek, gdzie przenocowałem, i następnego dnia poszedłem wzdłuż Cedronu do Wejherowa – opowiada o swoim pilotażowym buszowaniu Witold Ciechanowicz.


Mapa bushcraftowego obszaru pilotażowego w Nadleśnictwie Gdańsk. Źródło: Lasy Państwowe
Mapa bushcraftowego obszaru pilotażowego w Nadleśnictwie Gdańsk. Źródło: Lasy Państwowe
Nadleśnictwo rekomenduje użycie hamaku lub tarpa w dowolnym miejscu na terenie obszaru, ale kto nie czuje się gotów na nocleg na świeżym powietrzu, może rozbić namiot w trzech wyznaczonych miejscach – Borowie, Wyspowie i Młynkach. Tylko tam też można rozpalić ognisko. Natomiast trójmiejski obszar bushcraftowy, jako jedyny w Polsce, zaryzykował i umożliwił korzystanie w lesie z małych kuchenek gazowych.

Płonie ognisko w lesie. Ale tylko w miejscu do tego wyznaczonym. Fot. Sławek Rompski
Płonie ognisko w lesie. Ale tylko w miejscu do tego wyznaczonym. Fot. Sławek Rompski
Z ankiet wypełnionych przez 122 bushcrafterów wynika, że z kuchenki gazowej skorzystało 49% z nich. Prolemów w związku z tym nie odnotowano. Ankiety pokazują też, że nocują w lesie głównie mężczyźni, to 93,4% respondentów. Zdecydowana większość z nich w wieku 35-45 lat.

Zanim rozpocznie się nocną, leśną przygodę warto łyknąć wiedzy o tej sztuce, by nie zamarznąć lub nie nabawić się zapalenia płuc i odmrożeń. Trzeba też zapoznać się z regulaminem obszaru, mapami oraz potencjalnymi zagrożeniami i zasadami bezpiecznego przebywania w lesie na stronie Nadleśnictwa Gdańsk. Chodzi o to, by zostawić las takim, jaki się zastało i wrócić do miasta w stanie lepszym, niż przed wyprawą.