Co nowego

Piotr Michalski od 30 lat na scenie

Zdjęcie ze spektaklu „Jesteśmy na wczasach...”. Na pierwszym planie Piotr Michalski w roli ratownika // fot. Roman Jocher

Zdjęcie ze spektaklu „Jesteśmy na wczasach...”. Na pierwszym planie Piotr Michalski w roli ratownika // fot. Roman Jocher

11.11.2021 r.

W młodości pasjonował się sportem, uprawiał piłkę ręczną i myślał, że to będzie jego życiowa droga. Jednak z czasem wygrała miłość do teatru. W pewnym momencie zrozumiał, że jego miejsce jest na scenie. I tak już zostało. To wszechstronny aktor – nie boi się żadnej roli i misternie tworzy postaci, w które się wciela. Na deskach Teatru Miejskiego występuje od ponad 20 lat. Możemy go oglądać m.in. w: „Dziadach”, „Rozważnej i romantycznej”, „Locie nad kukułczym gniazdem” czy „Mistrzu i Małgorzacie”. W czwartek, 11 listopada, rolą Gustawa-Konrada w „Dziadach” Adama Mickiewicza w reżyserii Krzysztofa Babickiego, będzie świętować jubileusz. Piotr Michalski obchodzi 30-lecie pracy artystycznej. Nam opowiedział, jaki był dla niego ten czas.


– To jest piękny czas, ja nie chcę mówić, że był. Mam nadzieję, że jeszcze trochę to wszystko potrwa. W tej formie, w jakiej jestem, czuję się bardzo dobrze, lepiej niż wtedy, kiedy zaczynałem. Czuję się dojrzalszy, spokojniejszy. Wszystko toczy się powoli, w kontrolowany sposób. Kocham swoją pracę. Żyję w ten sposób 30 lat, utrzymuję się z tego, nie narzekam. Chyba jestem szczęśliwym człowiekiem – mówi Piotr Michalski, aktor Teatru Miejskiego w Gdyni.

Na początku nic nie zapowiadało tego, że zostanie aktorem. Pociągał go sport – tą pasją zaraził go ojciec. Jednak z czasem coraz bardziej przyciągał go teatr. Poznawał sztukę, obcował z nią, a w końcu poświęcił jej życie. I jak mówi, niczego nie żałuje.

– Zawsze miałem szczęście do wychowawców, którzy mnie kierunkowali. Miałem też dobrych nauczycieli przedmiotów humanistycznych. I okazało się, że w głębi duszy jestem raczej humanistą. Natomiast ze względu na mojego ojca szalałem także na punkcie sportu. Zresztą zostało mi to do dzisiaj. W młodości przez długie lata uprawiałem piłkę ręczną. Potem nagle zacząłem coraz częściej bywać w Teatrze Wybrzeże czy Teatrze Dramatycznym, czyli tutaj, w tym miejscu. Tu zobaczyłem 2-3 przedstawienia. To nie były jakieś porażające rzeczy, ale zaczęła mnie interesować sama istota teatru, proces bycia w teatrze. Potem obejrzałem kilka genialnych przedstawień w Teatrze Wybrzeże, m.in. w reżyserii naszego obecnego dyrektora Krzysztofa Babickiego. To była np. „Pułapka” czy „Wiśniowy sad”. Mówię o wczesnych latach 80. Wtedy sport wyczynowy zszedł na dalszy plan. Z perspektywy czasu nie żałuję – podkreśla aktor.


Piotr Michalski
to gdynianin, jednak studiował na południu Polski. Jest absolwentem PWST we Wrocławiu. Ukończył ją w 1991 roku. Zaraz po szkole trafił do warszawskiego Teatru Kwadrat. W 1992 roku zadebiutował tam w w podwójnej roli. Zagrał Reportera i Bobby'ego Franklina w spektaklu „Mayday” Raya Cooneya w reżyserii Marcina Sławińskiego. Z warszawską sceną był związany przez 6 lat. W 1997 roku wrócił do Gdyni i od tego czasu jest aktorem Teatru Miejskiego im. Witolda Gombrowicza.

– Tuż po szkole przez sześć sezonów grałem w Teatrze Kwadrat. Tam mogłem terminować u boku mistrzów, takich jak Jan Kobuszewski, Wojciech Pokora, Jerzy Turek, Andrzej Kopiczyński. To niesamowite nazwiska i postacie, osobowości – mistrzowie gatunku. To był wtedy malutki teatr, mały zespół, mała scena, ale bardzo ściśle ukierunkowany repertuar. Natomiast młody aktor powinien grać sporo różnorodnych ról. Tam nie miałem takiej możliwości. Oczywiście byłem szczęśliwy, że tam jestem, ale chciałem czegoś więcej. I nadarzyła się okazja. Moi przyjaciele byli w Gdyni i okazało się, że pani Julia Wernio została dyrektorem Teatru Dramatycznego (ówczesna nazwa Teatru Miejskiego w Gdyni – dop. red.). Postanowiłem zapytać, czy nie mógłbym zagrać czegoś gościnnie, niekoniecznie komediowo. Okazało się, że tak, że właśnie będzie robić Szekspira –„Sen nocy letniej” i proponuje mi granie gościnne. I ja właśnie chciałem tu zostać, wejść tak gościnnie i tak zostało do dzisiaj – opowiada Michalski.

I tak historia zatoczyła koło. Bowiem w październiku br. w Teatrze Miejskim ponownie odbyła się premiera „Snu nocy letniej” Szekspira, tym razem w reżyserii Rafała Szumskiego. Po 24 latach Piotr Michalski znów gra w tym spektaklu.
 
– Wtedy grałem Lizandra – młodego kochanka, a dzisiaj wcielam się w Oberona. Tak historia lubi zatoczyć koło i trochę się z nami pobawić – mówi aktor.

W przypadku Michalskiego historia zatoczyła koło jeszcze z innego względu.

– Trójmiasto jest moim miejscem na ziemi. Gdynia jest moim miejscem urodzenia. Przez całe życie, a zwłaszcza w dzieciństwie i młodości, żyłem między Sopotem, gdzie miałem jednych dziadków, a Gdynią, gdzie miałem drugich dziadków. Część weekendów spędzałem u jednych, część u drugich. Teraz też tak zostało. Wiele lat mieszkałem w okolicach teatru, a w tej chwili wyprowadziliśmy się z żoną na granicę Gdyni i Sopotu, bo na Wzgórze Bernadowo. Symbolicznie uświadomiłem sobie, że też zatoczyłem jakieś koło i wylądowałem pośrodku – mówi aktor.
Piotr Michalski w roli kapitana Mamerta Stankiewicza w spektaklu „Znaczy kapitan” // fot. Roman Jocher

W gdyńskim teatrze aktor stworzył wiele wybitnych kreacji. Dobrze sprawdza się zarówno w spektaklach komediowych, jak i dramatycznych. Grał m.in. w Gustawa w „Ślubach panieńskich” Fredry w reżyserii Doroty Kolak. Był wicehrabią de Valmontem w „Niebezpiecznych związkach” w reżyserii Jacka Bunscha. Obecnie niemal co wieczór wciela się w inną postać. To m.in. Patrick Randle Mc Murphy w „Locie nad kukułczym gniazdem” czy Willoughby w „Rozważnej i romantycznej”. Można go też zobaczyć w spektaklu „Następnego dnia rano”, gdzie gra Martina. Wciela się też w księcia Buckinghama w „Mistrzu i Małgorzacie”. Jakie role były dla niego najbardziej wymagające?

– Najtrudniejsze, ale też przynoszące najwięcej satysfakcji role? To był Salieri w „Amadeuszu”. I teraz w spektaklu, którym będę obchodzić jubileusz, czyli w„Dziadach”, Gustaw-Konrad. To są kamienie milowe literatury, teatru, dramatu, sztuki aktorskiej. Mam tylko tremę jak diabli, bo ostatni raz graliśmy to chyba ponad rok temu. Potem był lockdown. A tu nie chodzi tylko o to, żeby nauczyć się tekstu i powiedzieć „Wielką improwizację”. To jest ogromny spektakl, w którym my wszyscy zostawiamy siebie, swoją wrażliwość, duszę, a poniekąd i zdrowie. Dlatego czuję się trochę jak przed premierą, bo coś zostało już nabudowane i ten długi czas niegrania sprawia, że pewność siebie jest trochę zachwiana. Jednak jesteśmy profesjonalistami i mam nadzieję, że będzie dobrze – mówi Michalski.

Jakie rady chciałby przekazać młodym artystom, którzy dopiero zaczynają karierę?

– Istota aktorstwa to móc, potrafić i chcieć zagrać tak naprawdę wszystko, różnymi środkami. Chodzi o to, żeby pracować nad sobą. Każdy młody aktor powinien usłyszeć, że przygotowanie spektaklu czy roli nie kończy się w dniu premiery. Trzeba dbać o świeżość, jak lekarz, trzeba czytać, dowiadywać się, obserwować życie, ludzi, ale także obserwować siebie, wejść w siebie i relacje między ludźmi. Ważne jest też, aby interesować się wieloma rzeczami. Niekoniecznie się nimi przejmować, ale się interesować – podkreśla Michalski.

Aktor zagrał też w kilku filmach i serialach. Można go było zobaczyć m.in. w „Prawie Agaty”, „Misji Afganistan”, „Na Wspólnej”, „Ekstradycji”, „Mieście z morza”, „Jezioraku” czy „Na dobre i na złe”. Jak podkreśla, lubi grać zarówno w teatrze, jak i występować w produkcjach kinowych czy telewizyjnych.

– Teatr jest podstawą i bazą i od tego aktor nie powinien uciekać i nie może uciekać. Natomiast ja chciałbym pracować więcej z kamerą. Trochę bardziej interesują mnie w tej chwili projekty fabularne, może coś z tego wyjdzie. Sporo pracuję w radiu i przy dubbingu, jako lektor, więc ta moja działalność aktorska nie ogranicza się tylko do teatru. Bardzo interesują mnie też kontakty ze studentami szkół filmowych. Chętnie biorę udział w etiudach filmowych, dyplomach. Ostatnio uczestniczyłem w projekcie prywatnym młodych ludzi, zapaleńców sztuki filmowej. Sami napisali scenariusz, zdobyli środki, film kręcą od półtora roku. To są takie odświeżające historie, rozwijające, pozwalające na dobór innych środków niż w teatrze czy innych rejonach naszej działalności – mówi aktor.

Aktor ma na swoim koncie kilka nagród i wyróżnień. W 2003 roku otrzymał nagrodę prezydenta Gdyni z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru – za rolę Biffa w spektaklu „Śmierć komiwojażera” w reżyserii Adama Ferencego. Z kolei w 2006 roku przyznano mu wyróżnienie w XV Konkursie Teatrów Ogródkowych w Warszawie. W 2011 roku ponownie otrzymał nagrodę prezydenta Gdyni – tym razem za rolę w spektaklu „Kamienie w kieszeniach”. To samo wyróżnienie trafiało do niego jeszcze trzykrotnie: w 2015 roku – za rolę lokaja Macieja w „Ożenić się nie mogę” Aleksandra Fredry w reżyserii Grzegorza Kampinsky'ego, w 2017 roku – za rolę Patricka Randle'a Mc Murphy'ego w „Locie nad kukułczym gniazdem” w reżyserii Krzysztofa Babickiego oraz w 2019 roku – za rolę Gustawa-Konrada w „Dziadach” Adama Mickiewicza, które również wyreżyserował Babicki. W 2013 roku dostał nagrodę dyrektorów Teatru Miejskiego w Gdyni z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru – za rolę Beralda w „Chorym z urojenia” i Suchego Faktu w „Joannie Szalonej”.


Komu aktor chciałby podziękować z okazji 30-lecia pracy artystycznej?

– W 30-lecie pracy artystycznej po prostu cieszę się, że mogę robić to, co robię. Dziękuję mojej rodzinie, najbliższym, moim przyjaciołom, Bogu – za zdrowie. A sobie życzyłbym siły, po prostu siły. Pozdrawiam wszystkich serdecznie – mówi Michalski.

Piotr Michalski w roli Antonio Salieriego w spektaklu „Amadeusz” // fot. Roman Jocher

Piotr Michalski
urodził się w 1967 roku w Gdyni. Jest cenionym i lubianym przez publiczność artystą. Wspólnie z zespołem Teatru Miejskiego życzymy jubilatowi wielu nowych wyzwań, sukcesów artystycznych, samorealizacji i zadowolenia z obranej drogi życiowej.