Co nowego

Gdyński głos w debacie o inwestorach

Co sprawia, że miasto staje się atrakcyjne dla inwestorów? Pod takim hasłem w piątek 26 kwietnia w siedzibie dziennika „Rzeczpospolita” odbyła się dyskusja, w ramach której zaproszeni goście szukali odpowiedzi na pytania dotyczące relacji samorząd-inwestor, fot. „Rzeczpospolita”.

Co sprawia, że miasto staje się atrakcyjne dla inwestorów? Pod takim hasłem w piątek 26 kwietnia w siedzibie dziennika „Rzeczpospolita” odbyła się dyskusja, w ramach której zaproszeni goście szukali odpowiedzi na pytania dotyczące relacji samorząd-inwestor, fot. „Rzeczpospolita”.

30.04.2019 r.

Co wpływa na decyzje inwestorów, jaką rolę odgrywa współpraca z rządem i samorządami, i jak miasta mogą wpływać na duże, rozwojowe inwestycje realizowane na ich terenie? Między innymi na te pytania próbowali znaleźć odpowiedzi uczestnicy debaty dziennika „Rzeczpospolita”. Wśród gości znalazła się również wiceprezydent Gdyni, Katarzyna Gruszecka-Spychała.

Co sprawia, że miasto staje się atrakcyjne dla inwestorów? Pod takim hasłem w piątek 26 kwietnia w siedzibie dziennika „Rzeczpospolita” odbyła się dyskusja, w ramach której zaproszeni goście szukali odpowiedzi na pytania dotyczące relacji samorząd-inwestor. Rozmawiano o znaczeniu współpracy z administracją centralną i samorządową, problemach kadrowych i jakości życia w mieście. Poruszono także kwestię infrastruktury i czynników hamujących rozwój.

Katarzyna Gruszecka-Spychała, wiceprezydent Gdyni ds. gospodarki podkreślała, że wpływ na wzajemne stosunki między samorządem a inwestorami ma wiele aspektów. – Mogę tylko diagnozować, co myślą inwestorzy. Na ich decyzje wpływa wiele czynników. Często mają one charakter czysto obiektywny, na co samorządy nie zawsze mają wpływ. Chodzi o: położenie, liczbę mieszkańców, bogactwa naturalne etc. Dużą rolę odgrywają jednak czynniki wpływające na „widzialność" aglomeracji. Sprawiają one, że inwestorzy przyjeżdżają do miasta i zostają. Ważna jest także przystępność oraz przyjazność. Inwestor powinien mieć pewność, że szybko załatwi wszystkie niezbędne procedury administracyjne – mówiła wiceprezydent Gdyni. – Natomiast jeżeli chcemy, by w ślad za nim przyjechali i zostali wysoko wykwalifikowani pracownicy, trzeba zadbać o jakość powietrza, ofertę kulturalną, dobry poziom nauczania w szkołach. Tych czynników jest dużo więcej. Wszystkie mają jednak wspólny mianownik: jakość życia – dodała Katarzyna Gruszecka-Spychała.

Co na to sami inwestorzy? Karolina Kaim, prezes Tacit Investment zaznaczała, że przy na początkowym etapie współpracy dużą rolę odgrywa otwartość samorządu. – Przede wszystkim inwestor chce być w danym mieście mile widziany. Czuć się zaproszonym. Później przekłada się to na jakość relacji. Kończymy budowę hotelu we Wrocławiu. I bardzo jesteśmy zadowoleni ze współpracy z władzami tego miasta – mówiła prezes Kaim.

Z Karoliną Kaim zgadza się Piotr Laszkiewicz, prezes NC Investment. – Nierzadko samorządy działają arbitralnie. A to nie ułatwia życia inwestorom. Tam, gdzie miastom na nich zależy, pozwalają interpretować prawo w sposób przyjazny i tam jest dużo łatwiej. Od byłego burmistrza jednej z dzielnic Warszawy usłyszałem, że dla niego nowa zabudowa to kłopot. Dlaczego? Jak będzie jej za dużo, musi zaraz myśleć o nowych szkołach, ośrodkach zdrowia – opowiadał Piotr Laszkiewicz.

Co sprawia, że miasto staje się atrakcyjne dla inwestorów? Pod takim hasłem w piątek 26 kwietnia w siedzibie dziennika „Rzeczpospolita” odbyła się dyskusja, w ramach której zaproszeni goście szukali odpowiedzi na pytania dotyczące relacji samorząd-inwestor, fot. „Rzeczpospolita”.
Fot. „Rzeczpospolita”.

Grzegorz Kaczorowski
, dyrektor Biura Rozwoju Gospodarczego Urząd Miasta st. Warszawy, dodał, że ostrożność urzędników dotycząca inwestycyjnych decyzji ma swoje podstawy. – Urzędnicy podlegają kontroli społecznej oraz medialnej. Czasami w próbach kontaktu samorządów z inwestorów widzi się korupcję. I to rodzi obawy po stronie samorządowej. A co dzieje się z człowiekiem, gdy się boi? Zabezpiecza się. Ukrywa się za różnymi procedurami, przepisami – podkreślał Kaczorowski.

Z dziwnie pojmowanej ostrożności urzędnicy wolą nic nie robić, niż zaryzykować. I to jest największy błąd. Władze samorządowe powinny być wizjonerami i zgodnie ze swoją wizją kształtować pracę i podległych im urzędników – dodał Piotr Laszkiewicz, prezes NC Investment

Najważniejsza jest wizja?

Zdaniem Karoliny Kaim z brakiem pomysłu na rozwój borykają się przeważnie mniejsze miejscowości, ale nie wszystkie – Pracujemy nad projektem we Władysławowie. Gdyby nie zmienił się samorząd na młodych, trzydziestoparoletnich ludzi, ten projekt nie miałby szans na realizację. Doszli oni do wniosku, że Władysławowo, które jest po Zakopanem drugim najczęściej odwiedzanym miejscem wypoczynkowym w Polsce, ma potencjał. Dzięki temu na ukończeniu jest kompleks hotelowy, został wyremontowany deptak, główne ulice. Jak widać, wszystko da się zrobić. Były oczywiście głosy sprzeciwu – mówiła Karolina Kaim.

Czy brak perspektywicznego myślenia jest równoznaczny z zahamowaniem rozwoju? Tu eksperci byli zgodni. - Dzięki wizji sprzed wielu lat zaczęły powstawać biurowce i rozwinęły działalność korporacje międzynarodowe. Teraz wielu młodych ludzi gotowych jest się przeprowadzać do innych miast. Nie ma bowiem dla nich znaczenia, czy pracują w tej samej firmie w oddziale w Gdyni, Warszawie, Krakowie czy we Wrocławiu, czy może pojadą do Frankfurtu czy do Berlina – mówił Konrad Płochocki, dyrektor generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich. – W niektórych miastach, co widać niestety również w Warszawie, nastąpił paraliż inwestycyjny. Powodem jest m.in. krzywdząca krytyka nowych inwestycji w internecie. A jak popatrzymy na znienawidzony warszawski Mordor, to zobaczymy, że ludzie świetnie tam zarabiają. Gdy w Miasteczku Wilanów zapytamy się jego mieszkańców, jak się mieszka – dowiemy się, że są bardzo zadowoleni – dodał dyrektor Płochocki.

W trakcie debaty poruszono także kwestię i znaczenia zaplecza politycznego oraz problemów kadrowych. Zdaniem wiceprezydent Gdyni na przeszkodzie nowym inwestycjom i szeroko pojętemu rozwojowi miasta często stoją czynniki polityczne. - Zdaniem wiceprezydent Gdyni wpływ na to mają czynniki polityczne. – Trzeba mieć odpowiedni zasób sił politycznych, by przetrwać napór niezadowolonych. Słaby zarząd miasta może tego nie wytrzymać. A wtedy wszyscy przegrają, zmienią się władze miasta, a razem z nimi wizja jego rozwoju – mówiła Katarzyna Gruszecka-Spychała.

Według Bartosza Dąbkowskiego z Head of Temp & MSP Solutions Hays Poland samorząd, jako pracodawca nie jest atrakcyjny dla młodego człowieka, głównie ze względów finansowych. – Jesteśmy dosyć specyficznym narodem, jeżeli chodzi o Europę. Wolimy przeprowadzić się za pracą za granicę niż z Warszawy do Gdyni. Jeżeli dla pracy zostawiamy rodzinny dom, oczekujemy wzrostu zarobków. Czy firma w Gdyni nie będzie w stanie zapłacić więcej niż w Warszawie? Podejrzewam, że nie - podkreślał Bartosz Dąbkowski.

Co sprawia, że miasto staje się atrakcyjne dla inwestorów? Pod takim hasłem w piątek 26 kwietnia w siedzibie dziennika „Rzeczpospolita” odbyła się dyskusja, w ramach której zaproszeni goście szukali odpowiedzi na pytania dotyczące relacji samorząd-inwestor, fot. „Rzeczpospolita”.
Fot. „Rzeczpospolita”.

Przedstawiciel Head of Temp & MSP Solutions Hays Poland odniósł się też do słów Karoliny Kaim o dobrej współpracy z władzami Władysławowa. – Tak chwalimy młode, kreatywne zarządy miast, z którymi się świetnie współpracuje. Mam jednak pytanie, jak tych ludzi przyciągnąć. Jedyny sposób, by pozyskać dobrego pracownika, to „wyciągnąć" go z innej firmy. A czym samorząd ma konkurować z amerykańską, brytyjską czy holenderską korporacją, która zapewnia pakiet socjalny i daje możliwość dynamicznego rozwoju karier? – pytał Bartosz Dąbkowski.

Piotr Laszkiewicz zwrócił uwagę także na kwestię powołania do zawodu. - Myślę, że do pracy w samorządzie potrzebna jest misja. Nie każdy może być pielęgniarką czy lekarzem. Nie każdy może być samorządowcem. To nie powinna być tylko kariera polityczna – mówił.

Z kolei Katarzyna Gruszecka –Spychała dodała, żeby dokonać koniecznego tutaj rozróżnienia między urzędnikiem a samorządowcem. – Nie należy stawiać znaku równości między samorządowcem a urzędnikiem. Urzędnik ma fatalny status społeczny. Traktuje się go jako nieroba, urzędasa, który przychodzi do pracy pić kawę i żyje z pieniędzy podatników. A przy tym płaci się mu tragicznie. Naprawdę trudno oczekiwać pasjonatów za tak marne pieniądze. Nie mam możliwości podniesienia wynagrodzenia urzędnikom. I nie wynika to z braku możliwości finansowych, tylko z przepisów i z nastawienia społeczeństwa. Potrzebna jest zmiana na poziomie centralnym – mówiła wiceprezydent Gdyni.

Debatę poprowadził red. Marcin Piasecki.